Rozdział IV

Rozdział IV

Powrót do domu

Diego z radością odjechał powozem w kierunku domu, porzucając koszary i jej podstępnego dowódcę, kapitana Monastario. Człowiek ten nie wzbudził w nim ani jednej pozytywnej emocji. Sprawiał wrażenie raczej kogoś o charakterze węża, który uśmiecha się w podły sposób do swojej ofiary tylko po to, aby zaraz ugryźć ją i zadać dotkliwy ból. Młody de La Vega czuł, że gdyby pochodził ze znacznie mniej bogatej i poważanej rodziny, to z pewnością komendant nie okazałby mu tyle pozorowanej sympatii, jaką mu okazał wiedząc doskonale, iż ma do czynienia z osobą wysoko usytuowaną, z którą należy się liczyć. Już z tego powodu Diego poczuł do niego obrzydzenie, a gdy tylko zobaczył, w jaki sposób zachowuje się wobec Garcii i jak połączył ze sobą wszystko, co o nim usłyszał, to niechęć do tego człowieka znacznie wzrosła. Wiedział, że będzie miał odtąd w jego osobie wręcz śmiertelnego wroga, ale wiedział równie mocno, iż nie może pozwolić sobie na to, aby jawnie okazać to Monastario.
Pogrążony w tego typu rozmyślaniach, nasz bohater w towarzystwie swego wiernego sługi, dojechał do rodzinnego domu. Była to piękna hacjenda z bardzo szerokim i przyjemnie wyglądającym dziedzińcem, otoczona niewielkim, ale za to mocnym, białym murem. Widok ten wywołał w Diego łzy wzruszenia, ponieważ przypomniał sobie, jak niejeden raz jako dziecko biegał po tym domu i bawił się w rycerza, który szuka smoków do zabicia, skarbów do odnalezienia oraz niewiast do uratowania. Marzył wtedy o tym, aby być dorosłym, a ojciec mówił mu wówczas, że teraz tak mówi, ale gdy już dorośnie, zacznie żałować tego, iż nie jest znowu dzieckiem, które może sobie pozwolić na beztroskę oraz szczęście z nią związane. Teraz dopiero wiedział, co ojciec miał na myśli i poczuł, iż brakuje mu niejeden raz tego minionego dzieciństwa, a może nie tyle samego dzieciństwa, co po prostu  tej cudownej beztroski, jaka wtedy panowała w jego życiu. Wtedy nic go nie obchodziła wielka polityka i ludzie pokroju Monastario. Teraz to było coś innego. Coś zupełnie innego.
Po dotarciu do celu, gdy powóz wjechał na teren dziedzińca, Diego wysiadał i zadowolony rozejrzał się dookoła. Jak wiele wspomnień znajdowało się w tych murach. Jak wiele pięknych wydarzeń miało tutaj miejsce, gdy był dzieckiem. I jak bardzo mu ich teraz, w tej jednej chwili, brakowało.
- Diego, mój chłopcze! Jak ty wyrosłeś! - odezwał się wesoło krzyk jakiejś kobiety, która właśnie podeszła do niego i wzięła go w ramiona.
Była to kobieta średniego wzrostu, nieco tęga, ale niesamowicie przy tym sympatyczna, ubrana w strój typowy dla kucharki, czyli szarą suknię, biały fartuch i czepek tej samej barwy. Jej ręce były niezwykle silne, co Diego z miejsca sobie przypomniał, kiedy kobieta złapała go w uścisk i okazała mu w ten sposób swoją tęsknotę. Niedługo potem rozpoznała Bernardo, po czym jego także objęła, bardzo czule go przy tym ściskając.
- Witaj, Dolores - powiedział Diego do kobiety, próbując z trudem odzyskać normalny oddech.
Kobieta zwana Dolores, była matką Bernardo i zarazem też kucharką w domu de La Vegów, chociaż nieco bardziej pasowałoby do niej określenie „gospodyni”, gdyż jej rola w domu nie ograniczała się tylko do gotowania, ale też do dbania o to, aby w hacjendzie wszystko wyglądało tak, jak powinno i żeby służba zawsze wykonywała wszystkie powierzone im zadania. Metyska w wieku nieco ponad czterdziestkę, była bardzo szanowana w domu, jako dawna niania Diego i zarazem też matka jego wiernego sługi Bernardo. Szczególnie lubiła ją Carmen de La Vega, pani tego domu, gdyż obie były Metyskami, córkami Indianek i białych ludzi i już z tego powodu czuły się w jakiś sposób sobie bliskie. A prócz tego jeszcze też dochodził tu fakt, iż obie bardzo kochały swoje dzieci. A nie od dziś chyba jest to wiadome, że jedną matkę najlepiej zrozumie druga matka.
- Diego, mój kochany chłopcze. Nawet nie wiesz, jak się za tobą stęskniłam. Bernardo, mój synku. Za tobą tęskniłam równie mocno. Wyprzystojniałeś w tej całej Hiszpanii. Ty zresztą także, Diego. Widać Europa wam służy.
- Tak, ale za długo nas tutaj nie było - odpowiedział młody de La Vega - W tym czasie tutaj wiele się działo.
- Oj tak, nawet bardzo wiele - odparła na to Dolores i pomachała pięścią z nieukrywaną przez siebie złością - Ten parszywy komendant wyprawia Bóg wie co i jeszcze uważa, że wszystko mu wolno. Naprawdę nie wiem, skąd tacy ludzie się na tym świecie biorą.
- Miałem okazję go spotkać. Sprawiał początkowo miłe wrażenie...
- Miłe wrażenie? Dobre sobie - prychnęła z kpiną w głosie Dolores - To jest kanalia i łajdak. Wiesz, jakie podatki nałożył na miejscowych ludzi? I jeszcze nie ma dnia, aby jakiś Indianin nie miał przez jego żołnierzy problemów. Podła gnida i tyle, mówię ci, mój chłopcze.
Służba przez ten czas rozpakowała szybko powóz, zabierając ze sobą cały bagaż panicza i jego sługi, po czym rozlokowała go w ich pokojach.
- Dolores, powiedz mi, proszę, czy kapitan w jakiś sposób skrzywdził moich rodziców?
Kobieta wzięła się pod boki i powiedziała groźnie:
- A tylko by spróbował, kanalia jedna! Uwierz mi, moja patelnia i wałek do ciasta zaprosiłyby go na solidną kolację. I lepiej, żeby miał dobry apetyt, bo już bym porządnie tego drania na tej kolacji nakarmiła.
- A sierżant Garcia? Jego też nadal karmisz?
- Tak i to nawet częściej niż myślisz. Przychodzi niemalże codziennie coś u nas zjeść, twierdząc przy tym, że rzekomo nie widział nigdy tak pięknych oczu jak moje i żadna kobieta tak cudownie nie gotowała, jak ja.
Diego zachichotał i Bernardo tak samo, choć w sposób taki nieco głupkowaty, jak jakiś błazen na deskach teatru, a nie prawdziwy człowiek.
- A ty czego się tak śmiejesz, Bernardo? - zapytała Dolores.
- Wybacz, zapomniałem ci o tym, powiedzieć - Diego szybko jej pospieszył z pomocą - W Hiszpanii Bernardo w wyniku wybuchu armaty, obok której za bardzo się kręcił, ogłuchł.
Dolores spojrzała ze współczuciem na swego syna i powiedziała czule:
- Wybacz, mój synku. Nie wiedziałam o tym. Bardzo mi przykro, że coś takiego cię spotkało.
- Dolores, on i tak cię nie słyszy - zauważył Diego.
- Tak, masz rację. Wybacz - uśmiechnęła się smutno kobieta - Pewnie obaj jesteście bardzo głodni. Chodźcie więc do kuchni. Zostało jeszcze coś z obiadu. I zostanie jeszcze jakiś czas, o ile nie przyjdzie sierżant i wszystkiego nie zje.
- Wybacz, ale muszę najpierw zobaczyć się z rodzicami i siostrą.
- Rodzice są u sąsiadów, a siostra gdzieś tam bryka jak zwariowany kucyk. Wrócą dopiero pod wieczór, w każdym razie tak mówili. Na razie jednak chodź do kuchni i coś zjedz. I ty także, Bernardo. Pora, żebyście nabrali sił po podróży. A poza tym, co wy tam jedliście w Hiszpanii? Takich potraw jak tutaj nie ma nigdzie. Tylko u nas, tylko u nas.
Po tych słowach Dolores, pomimo protestów ze strony Diego i zwariowanych uśmieszków ze strony swego syna, zabrała obu do kuchni i postawiła im solidną porcję posiłku, nie spuszczając przy tym z nich wzroku, dopóki oboje nie zjedli wszystkiego, co mieli na talerzach. Następnie dokładała im jeszcze i jeszcze i to pomimo tego, że obaj powoli tracili siły, a kiedy tylko wspomnieli o tym, że mają już dosyć, zaczynała ich karcić i dodawała, że takie posiłki to wciąż za mało i obaj powinni jeść dwa razy więcej niż tylko to, co już zdążyli zjeść. W końcu jednak musiała zrozumieć, że nie zdołają niczego więcej przełknąć, dlatego z wielką ulgą upadli na krzesła, a Dolores zaczęła po nich sprzątać.
- Teraz przynajmniej, jak przyjedzie ten grubas, nie będzie miał niczego do zjedzenia, bo wszystko wy skonsumowaliście - mówiła Dolores bardzo z siebie zadowolonym tonem - A ponieważ do kolacji jeszcze trochę czasu, lepiej idźcie sobie na sjestę. Korzystajcie z okazji.
- Nie, Dolores. Nie mam ochoty drzemać o tej porze. Każ przygotować mi konia. Chcę odwiedzić babcię. I wrócę do domu wtedy, gdy rodzice powrócą.
- Diego, muszę zaprotestować - powiedziała mu kucharka, wyraźnie urażona - Rodzice zawsze powinni być traktowani na pierwszym miejscu.
- Ale ich tu nie ma, a ja jestem i chcę zobaczyć babcię - rzekł uparcie Diego i próbował wstać z krzesła.
Zaraz jednak nazbyt napełniony brzuch dał się we znaki obu młodzieńcom, dlatego musieli wytrwać na krzesłach do czasu, aż zdołają się w końcu podnieść i pójść po konie, na których chcieli pojechać do wioski Indian. Dolores widząc, że niczym nie zdoła ich przekonać do zmiany zdania, namówiła ich do tego, aby nie zabawiali w wiosce zbyt długo i przed zachodem słońca wrócili.
- Dobrze, obiecujemy wrócić na kolację - rzekł do niej pojednawczym tonem Diego, zaśmiewając się przy tym ze słów niani.
- Lepiej, żeby tak było, bo inaczej przyjdzie sierżant i już niedługo nie będzie możliwości wrócić do domu na kolację, bo kolacji już nie będzie - mówiła dalej swoje Dolores - Uwierzcie mi, jak ten człowiek przyjdzie i zacznie chwalić moją kuchnię, to na jednym talerzu się nie skończy. Wszystko zje i dla was nie zostanie już nic.
- Wątpię, aby tak było. Garcia to przecież nie jest Gargantua. Nie pomieściłby tego wszystkiego.
- Żebyś jeszcze się nie zdziwił, chłopcze. A tak przy okazji, to kim jest ten Garga... coś tam?
- Później ci opowiem, Dolores - machnął na to ręką Diego - A na razie pilnuj domu pod naszą nieobecność. I powiedz rodzicom i siostrze, że już wróciłem i gdy powrócę od Indian, to niech nie czekają na mnie z kolacją.
Po tych słowach Diego, który właśnie trafił do stajni, zabrał z niej jednego konia i wypróbował go na zewnątrz, aby wskoczyć mu na grzbiet. Oczywiście Bernardo uczynił to samo ze swoim wierzchowcem.
- Z kolacją? Jak się spóźnisz, to nie będzie żadnej kolacji. - burknęła lekko Dolores - Odkąd sierżant się u nas zaczął stołować, mam dwa razy więcej roboty w kuchni niż kiedykolwiek przedtem.
Diego uśmiechnął się ironicznie i poczuł, że jak dobrze pójdzie, on także już niedługo będzie miał dłonie pełne roboty, choć bynajmniej nie kuchennej.

2 komentarze:

  1. Dolores to bardzo sympatyczna postać. Niby zrzędzi i gdera, ale widać jak na dłoni, że ma złote serce.
    Doskonale rozumiem uczucia Diego. Że chciałby wrócić do dzieciństwa, gdy nie musiał się przejmować tym, że kanalię rządzą.
    Ciekawe, jak wypadnie spotkanie Diego z jego indiańską babcią. A najbardziej się nie mogę doczekać już na pierwszą akcję Zorro. To będzie dreszczyk emocji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dolores to temperamentna kobieta, ale zdziwiło mnie to, że w ogóle nie przejęła się tym, że jej syn stał się głuchoniemy. Ja to myślałem, że on się taki urodził. A Garcia to się chyba w niej podkochuje, skoro tak często odwiedza hacjendę de la Vegów pod pretekstem zjedzenia dobrego posiłku. Czyli z niego to jest taki przyjaciel rodziny, którego Diego zna od dziecka. Ale najwyraźniej Dolores wcale nie podobają się jego umizgi, bo uważa je za nieszczere. I jest niemożliwa z tym jedzeniem, skoro tak wpycha je ludziom na siłę xD Ogólnie ciekawy wątek wprowadziłeś z tym, że Diego ma babcię, która jest Indianką. O siostrze też nie wiedziałem, że miał.

    OdpowiedzUsuń

Rozdział XIII

Rozdział XIII Wypowiedzenie wojny Tłum zebrał się już pod szubienicą, oczekując na rozpoczęcie egzekucji, a ta już niedługo miała mieć swój ...