Rozdział X

Rozdział X

Przyszedł czas na bohatera

Diego przebywał w wiosce Szuonów, gdzie wraz z Bernardo i Szarą Sową trenował swojego nowego, wiernego przyjaciela Tornado. Koń jak dotąd był pod opieką babci naszego bohatera, która go wychowywała od źrebaka i uczyła go tego i owego, wykorzystując do tego zdolności indiańskie, przekazywane z pokolenia na pokolenie. Koń oczywiście chłonął z uwagą wszystkie jej nauki, ale mimo to przez długi czas nie pozwolił się nikomu dosiąść, a jeśli już, to szybko zrzucał z siebie jeźdźca i ten zrozumiał, że z tej relacji przyjaźń na pewno nie wyniknie. Nikt nie zdołał tego dokonać, nawet Wartki Potok, choć ten dokonał aż kilku prób, ale wszystkie musiał okupić bolesną dla swego siedzenia porażką. Dopiero Diego zdołał przekonać do siebie konia i odnaleźć z nim wspólny język, dzięki czemu dość szybko obaj się zaprzyjaźnili, a młody de La Vega odwiedzał pięknego, czarnego ogiera za każdym razem, gdy tylko miał taką możliwość. A podczas tych wizyt jeździł na nim, ćwiczył z nim różne sztuczki i sprawdzał jego umiejętności oraz swoje własne. Szybko okazało się, że obaj mają ze sobą wiele wspólnego i potrafią to wykorzystać do wspólnych galopów przez stepy lub do wykonywania różnego rodzaju ćwiczeń, jak np. przeskakiwanie przez przeszkody, czy takie nieco mniej skomplikowane, jak chociażby przybieganie konia na specjalne gwizdnięcie swego pana. To ostatnie było dla dość niepokornego konia dość trudne, ale Diego za radą babci łatwo znalazł na to sposób, częstując go marchewką lub cukrem za każde dobrze wykonane ćwiczenie.
- Doskonale, Diego. Doskonale - powiedziała z zachwytem w głosie Szara Sowa, gdy obserwowała kolejne sztuczki wykonywane przez swego wnuka i jego nowego przyjaciela - Aż przyjemnie się na was patrzy. Stanowicie doskonały duet. Jestem pewna, że razem dokonacie naprawdę wielkich czynów.
- Ale ja jeszcze nie wiem, czy jakichkolwiek dokonam, babciu - odpowiedział Diego, zeskakując zwinnie z konia i wyjmując z kieszeni kostki cukru - Nie wiem też, czy Tornado chciałby brać w nich udział.
Szara Sowa uśmiechnęła się z delikatnym pobłażaniem, gdy to usłyszała.
- Proszę cię, Diego. Przecież to widać wyraźnie, że obaj jesteście ze sobą nie tylko zgrani, ale i oddani sobie nawzajem. Widać również i to, iż Tornado by za tobą poszedł w ogień.
- Obym nie musiał sprawdzać jego wierności w tej kwestii. Nie chcę nikogo na takie niebezpieczeństwa narażać - rzekł na to młody de La Vega, lekko przy tym klepiąc konia po szyi.
Bernardo popatrzył z uwagą na swego pana, po czym pokazał coś na migi.
- Cieszę się, że tak mówisz, przyjacielu, ale nie mogę oczekiwać od nikogo takiego rodzaju poświęcenia - odparł na to z uśmiechem pełnym wzruszenia Diego - Nawet jeśli każde z was bez wahania oddałoby za mnie życie, ja nie mam prawa od was tego wymagać.
- Gdybyś tego wymagał, nie byłbyś godny takiego poświęcenia - powiedziała Szara Sowa - Tylko ktoś, kto o to nie prosi, może zasługiwać na takich przyjaciół.
Diego uśmiechnął się wzruszony tymi słowami, a Bernardo skinął delikatnie głową na znak, że całkowicie podziela to zdanie. Nagle jednak odwrócił się, bo usłyszał tętent kopyt i chciał zobaczyć, kto się zbliża. Dostrzegł wówczas Inez w kobiecym stroju do konnej jazdy i szybko dotknął ramienia Diego, aby zwrócić na siebie jego uwagę.
- Co się stało? - zapytał młody de La Vega.
Bernardo pokazał dłońmi zarys piersi i długie włosy, a potem jazdę konno.
- Ktoś tu jedzie? Kobieta? Inez?
Sługa potwierdził.
- Babciu, schowaj szybko Tornado - polecił Diego - Lepiej, żeby moja siostra, bywająca między ludźmi w mieście nie wiedziała, jakiego mam konia. Może on mi się jeszcze przydać i nikt nie powinien skojarzyć go ze mną.
- Dobrze, Diego - odparła Szara Sowa i złapała Tornado za uzdę - Chodź, przyjacielu. Na razie musisz być w ukryciu.
Po tych słowach oddała konia Wartkiemu Potokowi, ten zaś szybko zabrał ogiera do pobliskiej jaskini, w której często musiał się ukrywać. Chwilę później przyjechała Inez.
- Witaj, siostrzyczko. Co cię tutaj sprowadza? - zapytał przyjacielskim tonem Diego.
- Niestety, nie odwiedziny u babci, braciszku, choć bardzo bym tego chciała - odpowiedziała na to jego młodsza siostra, zwinnie zeskakując z konia - Sprowadza mnie niestety niewesoła sytuacja.
- A co się stało? - zapytał Diego.
- Coś z rodzicami? - dodała niespokojnie Szara Sowa.
- Z rodzicami wszystko w porządku, to znaczy na tyle, na ile to możliwe, ale tu chodzi o naszego sąsiada, Joaquina Mendozę - odparła Inez.
- Mendozę? A co się stało? - przeraził się Diego.
- Dziś rano wojsko go aresztowało.
- Pod jakim zarzutem?
- Podobno szykował spisek do odłączenia Kalifornii od Korony Hiszpańskiej i przyłączenia jej do Stanów Zjednoczonych.
- CO?! - zawołali zdumieni Diego i Szara Sowa.
- Przecież Mendoza to wierny sługa Korony. Nigdy nie przyszłoby mu to do głowy - powiedział Diego.
- To całe oskarżenie z pewnością jest fałszywe, Inez - dodała Szara Sowa.
- Na pewno, babciu, ale znaleźli przy nim jakieś dowody, które podobno mają świadczyć jasno o tym, że jest zdrajcą - mówiła dalej Inez - Jestem pewna tego, że Monastario i ten jego parszywy prawnik sfałszowali je, ale oczywiście nie możemy im tego udowodnić.
- Z pewnością proces dowiedzie jego niewinności. Sędzia Varka jest jednym z najuczciwszych sędziów w całej Kalifornii.
- Ale sędzia obecnie przebywa w Monterey i nie zdąży wrócić do jutra.
- Do jutra? - zapytał zdumiony Diego - Jak to, do jutra?
- Monastario chce poprowadzić proces już jutro, zanim sędzia zdąży do nas przyjechać. Pinia zastąpi sędziego w roli przewodniczącego sądu. On wyda wyrok.
- Nie może! To niezgodne z prawem!
- Może, braciszku. Widzisz, od jakiegoś czasu panuje prawo, że sędzia może zostać zastąpiony przez miejscowego prawnika, jeśli nie może się zjawić osobiście na procesie.
- Ale w takim wypadku powinni poczekać na przybycie sędziego - zauważyła Szara Sowa.
Diego jednak z przerażeniem złapał się za głowę i jęknął:
- Nie muszą. Proces o zdradę może być przeprowadzony szybko i sprawnie. A wręcz tego się wymaga od miejscowych władz. Zdrajcy muszą być karani bardzo szybko, aby nie zdołano ich odbić.
- No właśnie. Senor Mendoza jutro będzie sądzony - powiedziała Inez, której głos był coraz bardziej zdesperowany - Ojciec nie wie, co robić. Żałuje teraz, że nie pomógł Mendozie w słaniu listów do gubernatora i pochwalał przestrzeganie prawa. Ale nic nie może zrobić. A ojciec Felipe grozi, że zabije kapitana, jak tylko go dostanie w swoje ręce.
- Oby tylko obaj nie zrobili żadnego głupstwa - rzekł Diego zaniepokojonym tonem.
Inez popatrzyła na niego z ironią w oczach i powiedziała:
- Oni przynajmniej coś robią, a ty? Przyjeżdżasz tu sobie na pogaduszki i nie wiesz, co się dzieje na świecie, a kiedy się dowiadujesz, umiesz tylko gadać.
- Inez, więcej szacunku do brata! - zawołała oburzona Szara Sowa - Poza tym, co twoim zdaniem powinien zrobić Diego?! Rzucić się ze szpadą w dłoni na cały garnizon i zginąć, próbując odbić Mendozę z więzienia?
- Nie wiem, co powinien zrobić, ale jest mężczyzną i to w nim ojciec pokłada największe swoje nadzieje. A odkąd tu przybył, nic nie zrobił. A ojciec jest już coraz bardziej zdesperowany. Obawiam się, że zrobi w końcu coś głupiego. Jak dotąd nie złamał prawa, jednak im więcej na to wszystko patrzy, tym większą ma na to ochotę. I wcale mu się nie dziwię. Gdybym była mężczyzną, to złapałabym za szpadę i...
- I zgniłabyś w więzieniu lub na szubienicy - powiedziała ze złością Szara Sowa - Naprawdę uważasz, że w ten sposób cokolwiek byś osiągnęła? Uwierz mi, nie osiągnęłabyś nic. Nie rób więc głupstw, bo w ten sposób tylko narobisz sobie kłopotów i nam zresztą też.
- Ale...
- Żadnych „ale”, Inez. Uspokój się teraz, jedź do ojca i pilnuj, żeby również nie robił żadnych głupstw. Diego niedługo do ciebie dołączy.
Autorytet, jakim cieszyła się u swoich wnuków stara Indianka, podobnie jak i stanowczy ton jej głosu sprawiły, że Inez de La Vega uspokoiła się, ochłonęła, po czym wskoczyła na konia i wykonała polecenie. Gdy już zniknęła za horyzontem, Szara Sowa spojrzała na wnuka i powiedziała:
- Uważam, że nadszedł czas, Diego. Nadszedł czas, aby bohater wkroczył do akcji.
Diego spojrzał na babcię, potem na Bernardo i powiedział:
- Masz rację. Pora już najwyższa, żeby ktoś zrobił porządek z kapitanem.

2 komentarze:

  1. Nadszedł w końcu czas, by Zorro wkroczył do akcji.
    Nie spodobało mi się zachowanie Inez w tym odcinku. Przypomniało mi gadanie tej głupiutkiej Rosarity, że Diego nic nie robi, tylko gada i gada.
    A co niby może zrobić więcej w swoim legalnym wcieleniu? Dać się zabić i zginąć za symbol?
    Dobrze, że babcia ją przywołała do porządku.
    Tu także widać, że Tornado jest doskonale dopasowany do swojego pana. Razem stworzą niezwyciężony duet.
    Bernardo oddałaby za Diego życie, bo kocha go jak brata, choć Diego nie wymaga od niego aż takiego poświecenia.
    Oczywiście Monastario i Pinia wydali już wyrok na biednego Mendozę, a proces będzie tylko zwykłą farsą.
    Jednak jeszcze nie wiedzą, że czeka ich pewna nieprzyjemna niespodzianka, która pokrzyżuje ich niecne plany.
    Czekam na kolejny odcinek przygód Zorro.

    OdpowiedzUsuń
  2. Inez ma prawdziwie hiszpański temperament, skoro jest taka w gorącej wodzie kąpana, ale babcia potrafi wzbudzić u niej posłuch, ciesząc się prawdziwym autorytetem u swoich wnuków. Diego obmyśla już plan, jak tu pomóc niesłusznie oskarżonemu sąsiadowi, a Szara Sowa jest przekonana, że nie zostawi go w potrzebie. A z Tornadem bardzo się zaprzyjaźnił, skoro tylko jemu koń pozwala się dosiąść.

    OdpowiedzUsuń

Rozdział XIII

Rozdział XIII Wypowiedzenie wojny Tłum zebrał się już pod szubienicą, oczekując na rozpoczęcie egzekucji, a ta już niedługo miała mieć swój ...